Czekają na przełom w sprawie deputatów
16 lutego, 2009
Edukacja dla rynku pracy
22 czerwca, 2009

Zdążyć przed końcem kryzysu

Sejmowa debata na temat przeciwdziałania kryzysowi gospodarczo-finansowemu, choć mogła, nie została przełożona. Premier z ministrem finansów wybrali się do Brukseli, a odpowiedzialności nie chciał na siebie brać także wicepremier, minister gospodarki
Pakiet ustaw przygotowany przez koalicyjny rząd PO – PSL, który ma pomóc w zwalczaniu kryzysu finansowo-gospodarczego, zdaniem opozycji jest potrzebny, ale został przygotowany zdecydowanie zbyt późno. O tym, jak poważnie rząd podchodzi do pakietu, świadczy poza tym fakt, że na tak istotnej debacie nie byli obecni premier Donald Tusk, wicepremier Waldemar Pawlak i minister finansów Jan Vincent-Rostowski. Wypada w tym momencie przypomnieć, że kiedy w maju w swoim orędziu prezydent Lech Kaczyński pytał o stan polskiej gospodarki, to Sejm przerwał obrady, aby po ich wznowieniu minister finansów mógł wejść w polemikę z głową państwa i przedstawić swoją lukrowaną wizję stanu gospodarki. Ale gdy propaganda miała zostać zastąpiona czynami w postaci projektów ustaw, ani premier, ani minister finansów nie chcieli się nimi pochwalić, bo i specjalnie nie ma na razie czym.
– Liczyłem na to, że w ławach ministerialnych zasiądą minister gospodarki i minister finansów, gdy usłyszałem, że omawiany dziś projekt jest priorytetowym planem rządu – powiedział poseł Stanisław Szwed przedstawiający opinię klubu PiS na temat pakietu antykryzysowego. Rozczarowani postawą rządu są także posłowie lewicy. – Podziwiam beztroskę rządzących – ironizowała Zdzisława Janowska (SdPl). Takie zachowanie, w jej opinii, wskazuje na to, że rząd nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje i będzie działo w Polsce.
Ponadto jak podkreślali wszyscy recenzujący rządowy projekt, pojawił się on zdecydowanie zbyt późno. – Nie jest winą tego rządu, że kryzys się pojawił. Ale jego wielką winą jest lekceważenie tego faktu – podkreślał Adam Gawęda (PiS). – Do marca rząd twierdził, że nie ma żadnego kryzysu. Słyszeliśmy, że Polska jest odporna na kryzys – zauważył z kolei poseł Marek Wikliński (Lewica). – Członkowie rządu przechadzali się wówczas po Galerii Mokotów, gdzie widzieli tłumy ludzi, więc stwierdzili, że kryzysu nie ma. Ale Polska to nie tylko Galeria Mokotów. Z perspektywy rządowych limuzyn nie widać prawdziwej Polski – grzmiał poseł. Co prawda minister Jan Vincent-Rostowski towarzyszył wczoraj premierowi Tuskowi w Brukseli, ale jak podkreślali posłowie, rząd miał dość czasu, aby dużo wcześniej przygotować pakiet antykryzysowy i taką debatę przeprowadzić już wiele tygodni temu. Teraz nieobecność ministrów i premiera wygląda na zagranie taktyczne, aby Donald Tusk i minister Rostowski nie musieli odpowiadać na niewygodne pytania posłów.
– Jak jest to „wielki pakiet antykryzysowy”, widać po tym, że nawet rząd nie potraktował tego zbyt poważnie, o czym świadczy nieobecność na debacie ministrów finansów i gospodarki. Śmiało można więc go nazwać „pakiecikiem” – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” poseł Aleksandra Natalli-Świat (PiS). – Szczególne wątpliwości wzbudza to, że nie do końca wiadomo, gdzie powstawała większość rozwiązań podatkowych. Są oczywiście w nim także i rozwiązania potrzebne, jak choćby zapisy o wsparciu zakładów, które przeżywają trudności, choć pewne szczegóły wymagają sporego dopracowania – dodaje przewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Zdaniem Aleksandry Natalli-Świat, wadą pakietu jest to, że brakuje w nim rozwiązań korzystnych dla pracowników, przeważają zaś rozwiązania pomocne jedynie dla przedsiębiorców.
Posłowie opozycji krytykowali też rząd za tryb prac nad ustawami antykryzysowymi. Posłowie lewicy podkreślali, że koalicja PO – PSL stworzyła pakiet antykryzysowy, korzystając w dużej mierze z pomysłów przedstawionych przez partnerów społecznych ze związków zawodowych i związków pracodawców, zabrakło zaś inicjatywy rządu. Ta wyjątkowa opieszałość koalicji dziwi także posłów PiS. – Pojawiają się poważne wątpliwości, czy rząd zdąży wprowadzić w życie pakiet antykryzysowy przed zakończeniem kryzysu – ironizował przedstawiciel PiS Lech Kołakowski.
– Z kryzysem dajemy sobie radę w sposób niezły – ripostował poseł PSL Andrzej Pałys. – Wbrew temu, co próbują nam wmówić niektórzy, nie siedzimy z założonymi rękami – bronił swojego rządu Janusz Cichoń (PO). Podobnego zdania była jego koleżanka klubowa Izabela Katarzyna Mrzygłocka, która stwierdziła, że to właśnie działania rządu doprowadziły do tego, iż globalny kryzys ekonomiczny dotknął nasz kraj w tak niskim stopniu. – W ciągu dwóch lat parlament przyjął szereg rozwiązań dotyczących aktywnej polityki zatrudnienia – stwierdziła Mrzygłocka. W jej opinii, najbardziej pomocne były w tym wypadku: nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia, poprawki wprowadzone do kodeksu pracy oraz pozyskanie środków unijnych na wzrost konkurencyjności polskich firm. Poseł próbowała tłumaczyć także zwłokę w przedstawieniu przez rząd najnowszego pakietu. – Chodziło o to, by wszyscy mogli się dogadać. Aby odbywało się to w atmosferze dialogu, a nie na zasadzie wymuszania – mówiła. Całkowicie odmiennego zdania jest opozycja, która zgodnie stwierdziła, że ewidentnym powodem odwlekania wprowadzania niepopularnych reform były oczywiście wybory do Parlamentu Europejskiego.
Ostatecznie posłowie ze wszystkich klubów i kół poselskich zdecydowali o skierowaniu projektów ustaw antykryzysowych do dalszych prac w komisjach: Finansów Publicznych oraz Polityki Społecznej i Rodziny. Już teraz wiadomo, że kilka kwestii będzie szczególnie gorąco dyskutowanych, chodzi m.in. o zapisy dotyczące 12-miesięcznego okresu rozliczeniowego czasu pracy. Rząd chce, aby mogły z tego korzystać tylko te firmy, które mają trudności finansowe, związkowcy zaś i pracodawcy, wspierani przez opozycję, proponują, żeby takie prawo przysługiwało wszystkim przedsiębiorcom. Wówczas zakład mógłby przez jakiś czas zatrudniać ludzi np. na 3/4 etatu, a gdy wzrosną zamówienia, tygodniowy wymiar czasu pracy mógłby wynieść więcej niż 40 godzin, jednak przeciętnie przez cały rok byłby on zgodny z zapisami kodeksu pracy. Teraz, aby zmienić wymiar czasu pracy, pracodawca musi zaproponować pracownikowi zmianę warunków umowy o pracę. Ponadto opozycja chce wprowadzić poprawki zwalniające z podatku dochodowego bony towarowe wydawane pracownikom przez ich zakłady.
Łukasz Sianożęcki (Nasz Dziennik, 2009-06-20)